kasztanygl

Owoce kasztanowca

Pora taka, że z nieba wciąż coś spada, a to deszcz, a to pierwsze kolorowe liście, no i moje ulubione kasztany. Kasztanowca (Aesculus hippocastanum) jesienną porą rozpoznać wyjątkowo łatwo, właśnie po jego brązowych i błyszczących owocach otulonych kolczastym pancerzem, który podczas upadku zazwyczaj się rozpada (w czasach tworzenia kasztanowych ludzików taki pancerz doskonale nadawał się na stylową czapeczkę). Roślina pochodzi z rodziny mydleńcowatych, a to oznacza, że zawiera w sobie saponiny, a to oznacza, że pienią się i wykazują podobne właściwości co mydło. Niewiele osób wie, że można z ich pomocą zrobić pranie (około 8 rozdrobnionych kasztanów wrzucamy do woreczka z materiału, zawiązujemy i wrzucamy do prania), wykonać mydło (papka z roztartych kasztanów), czy środki czystości. Przyznam szczerze, że sposoby te, choć naturalne i skuteczne, to nie należą do moich ulubionych ze względu na to, że trzeba je jednak obrać, pokroić, czy zetrzeć na tarce… cóż jestem na to zbyt leniwa. Nie oznacza to jednak tego, że ja tych kasztanów całkowicie się wypieram. Wręcz przeciwnie, bardzo mi one służą, a konkretnie moim obolałym nogom i nie tylko. Osoby, które skarżą się na problem „ciężkich nóg” z pewnością spotkały się z maścią z kasztanowca. Preparaty z wyciągiem z tej rośliny stosowane są również przy cerze naczynkowej i tzw. „pajączkach” ponieważ zawarte w niej związki mają właściwości uszczelniające ściany naczyń krwionośnych (u mnie wytwory kasztanowe sprawdzają się w szczególności przy siniakach). Takie podstawowe kasztanowe specyfiki możemy właśnie w tej jesiennej porze przygotować do naszej domowej apteczki. Dla mnie najpraktyczniej jest wykonać macerat i w razie potrzeby mieć już gotowy specyfik przynoszący ukojenie. Co prawda wyczytałam, że więcej substancji czynnych mają kwiaty i jeszcze niedojrzałe owoce, ale jak jest potrzeba, to warto brać to, czym natura częstuje o danej porze roku.

kasztany1

 

Na co mi te maceraty?

W tym roku przygotowałam (a właściwie jestem w trakcie) macerat na oleju oraz na alkoholu, będę mogła użyć ich w takiej formie lub zrobić z nimi balsam, krem, maść lub żel.

Kasztany w oleju

Do czystego słoika wkładam czyste, osuszone i pokrojone kasztany (nie obierałam, od razu pokroiłam na ćwiartki). Zalewam olejem tak by wszystkie owocniki były pokryte, przykrywam naczynie i odstawiam w ciepłe, słoneczne  miejsce na około miesiąc (każdego dnia lub raz na dwa dni) potrząsam naczyniem by nie dopuścić do rozwoju bakterii. Po tym czasie przecedzam gotowy macerat do czystego naczynia i trzymam w szafce (zlany macerat należy chronić przed słońcem, dobrze jakby naczynie było z ciemnego szkła). Możemy użyć właściwie dowolnego oleju (nie polecam tylko takich, które mają krótki okres ważności np. oleju lnianego, ten zjadajmy w sałatkach na zimno), ja użyłam słonecznikowego rafinowanego, ale może być to oliwa z oliwek, olej ze słodkich migdałów, kokosowy…wybór jest ogromny. Nie zaszkodzi podgrzać też olej do temperatury około 80 stopni i od razu zalać surowiec, olej podgrzewamy w kąpieli wodnej.

Taki olejowy wyciąg z owoców kasztanowca możemy używać na siniaki, pajączki lub do masażu obolałych miejsc (np. po zbyt intensywnym treningu). Ja z moim kasztanowym olejem zrobię balsam do ciała z TEGO przepisu (w miejsce maceratu z dziurawca dajemy macerat z kasztanowca, kolor oczywiście nie będzie już różowy).

Łatwa w wykonaniu jest też maść: wystarczy w kąpieli wodnej (a na upartego nawet w mikrofali) połączyć około 100 ml maceratu z łyżką wosku pszczelego i opcjonalnie dodać kilka kropel olejku lawendowego lub z drzewa herbacianego.

kasztany6

Kasztany  w alkoholu

Dobroczynne składniki zawarte w kasztanach możemy przenieść również do alkoholu, który nie będzie służył do picia, lecz do nacierania lub jako składnik kojącego żelu. Rozdrobnione kasztany (umyte i osuszone) wkładam do słoika, zalewam wódką żytnią i odstawiam do szafki na 2-3 tygodnie. Po tym czasie odcedzam płyn od kasztanów i trzymam z dala od słońca. Taki specyfik nada się do nacierania obolałych miejsc lub jako składnik kojącego żelu do nóg, który możemy zrobić sami w domu.

Domowy żel na obolałe nogi

100 ml maceratu alkoholowego z owoców kasztanowca
100 ml wody
żelatyna roślinna (np. agar agar) – można użyć zwierzęcej, jednak mnie przeszkadza zapach
kilka kropel olejku z lawendy
10 kropel witaminy E (opcjonalnie)

W garnku z wodą rozpuszczamy żelatynę (proporcje żelatyny do wody powinny być zgodne z informacją na opakowaniu), robimy to na wolnym ogniu przy ciągłym mieszaniu. Gdy woda zacznie tężeć, powoli porcjami dodajemy macerat z kasztanowca. Odstawiamy z ognia, dodajemy olejek oraz witaminę E jeżeli używamy. Przekładamy do czystego i suchego słoiczka, pozostawiamy do ostudzenia. Trzymamy w lodówce przez około 3 miesiące (taki żel dodatkowo chłodzi) i stosujemy na tzw. „ciężkie nogi”.

Sporo tego prawda? Jak widać powyżej, nasze powszechnie spotykane kasztany można spożytkować nie tylko na kasztanowe ludziki, ale i na wiele innych rzeczy. Przygotowanie samych maceratów jest bardzo proste, więc zachęcam do ich sporządzenia, jeżeli oczywiście może wam się to przydać, bo miewacie często siniaki, macie problem z obolałymi nogami, pajączkami itp. Specyfiki z wyciągiem z roślin leczniczych warto moim zdaniem stosować gdy jest taka potrzeba, dlatego przy kompletowaniu swojej domowej apteczki warto przemyśleć jakiego typu surowce będą nam rzeczywiście służyły (oczywiście wszystkiego nie da się przewidzieć, ale nie powinno się nadwerężać i tak szczodrej natury).

Jestem bardzo ciekawa, czy zbieracie jesienią owoce kasztanowca i do jakich celów ich używacie. Podzielcie się swoimi sposobami w komentarzach.

  • http://rytmynatury.pl rytmynatury.pl

    Ja zbieram i służą jako ozdoby ale fajny ten macerat na nogi :) Będę musiała dozbierać.

    • http://www.ekomentalnie.com/ Ekomentalnie

      z kwiatów byłby cenniejszy, ale przegapiłam niestety sezon

  • Aneta

    wow, nawet nie wiedziałam, że z kasztanów można robić takie rzeczy :)

    • http://www.ekomentalnie.com/ Ekomentalnie

      o wiele więcej niż proponuję można :)

  • Smuklak Blog

    Pamiętam, że moja babcia moczyła kasztany w alkoholu. Teraz już wiem, po co 😉 Ciekawy wpis!

    • http://www.ekomentalnie.com/ Ekomentalnie

      Tak :) To babciny przepis właśnie, dawniej zioła, czy owoce w spirytusie to była norma, teraz powoli się do tego wraca. Niektórzy nawet piją tę miksturę po łyżeczce na dolegliwości z żołądkiem (ale nie znam dokładnych proporcji)

  • Ja Zwykła Matkaa

    Z Tym praniem bardzo mnie zaintrygowałaś. Wypróbuj na jakiśm praniu ( może nie białych rzeczy 😉 .Nie zdawałam sobie sprawy że kasztan ma tyle zalet. Bardzo przyjemny jesienny wpis.

    • http://www.ekomentalnie.com/ Ekomentalnie

      Dziękuję :) Warto korzystać z tego, co mamy pod ręką :)

  • http://bookendorfina.blogspot.com Bookendorfina Izabela Pycio

    Jeszcze nie przygotowywałam takiego żelu, ale pomysł jak najbardziej podchwytuję. :)

  • Sylwia

    Nie miałam pojęcia, że mają aż takie zastosowanie :)

    • http://www.ekomentalnie.com/ Ekomentalnie

      takie niepozorne, na ulicy zalegają :)

  • Malgo

    Mam pytanie.
    Zainspirowana najpierw na instagramie, a następnie tym artykułem udałam się pod kasztanowiec i przytachałam do domu ze 4 kilo kasztanów, okazało się, że na dwa słoiki potrzebuję znacznie mniej 😉 i przygotowałam dwa maceraty olejowy i alkoholowy.
    Muszę przyznać, że tym z olejem wszyscy chętnie potrząsają 😉
    Każdy wygląda inaczej i zachodzą w nich inne zmiany mnie laika w tych sprawach niepokojące.
    Ale pytanie dotyczy tego czy on powinien zrobić się gazowany?
    Czy można otworzyć słoik w czasie procesu?
    Czy kasztany w alkoholu trzymać tylko 2 tygodnie czy im dłużej tym lepiej i czy można nimi potrząsać?
    Po czym poznać, że to się zepsuło?
    Albo skąd wiedzieć, że się nie zepsuło.
    Wiem, że to może nie jest atrakcyjne, ale może byś mogła gdzieś zamieścić takie zdjęcie jak powinno to wyglądać jak już nie jest takie ładne zaraz po wlaniu do słoika – czułabym się pewniej.
    pozdrawiam i dziękuję za inspiracje nie tylko te 😉

    • http://www.ekomentalnie.com/ Ekomentalnie

      Ojej, ile pytań, nie zauważyłam, już odpowiadam, lepiej później niż wcale…
      ” czy on powinien zrobić się gazowany?” -jeżeli chodzi Ci o takie bąbelki w oleju i delikatny pssst przy otwieraniu, to jest to reakcja normalna dla tego typu maceratu (pamiętam, że u mnie w domu z zielonymi kasztanami też te bąbelki występowały)

      „Czy można otworzyć słoik w czasie procesu?” – lepiej nie, nie wpuszczajmy tam powietrza podczas maceracji, ale jeżeli tak się zdarzyło, to bym zamknęła i kontynuowała proces

      „Czy kasztany w alkoholu trzymać tylko 2 tygodnie czy im dłużej tym lepiej i czy można nimi potrząsać?” -w alkoholu trzymam trochę dłużej, ale po tych 2 tygodniach to co mają oddać, już oddały, jeżeli robię maceraty na świeżym surowcu, to go jednak wyjmuję w miarę o czasie, boję pleśni itp. Potrząsanie nie zaszkodzi, skoro są do tego chętni :)

      „Po czym poznać, że to się zepsuło?
      Albo skąd wiedzieć, że się nie zepsuło.”
      – przede wszystkim po zapachu i wyglądzie. Macerat powinien pachnieć olejem, który użyłaś oraz delikatnie kasztanami, jak śmierdzi stęchlizną i zepsuciem, to wywalamy. Podobnie z wystąpieniem pleśni, jeżeli pojawiły się plamy pleśni na powierzchni, to taki olej użyłabym już tylko do konserwacji drewna na zewnątrz.
      „Wiem,
      że to może nie jest atrakcyjne, ale może byś mogła gdzieś zamieścić
      takie zdjęcie jak powinno to wyglądać jak już nie jest takie ładne zaraz
      po wlaniu do słoika – czułabym się pewniej.
      pozdrawiam i dziękuję za inspiracje nie tylko te ;-)” – wygląd maceratu będzie dużo zależał od rodzaju oleju jaki użyłaś, każdy olej ma inne właściwości, chłonność, zdolność do przebarwień, etc. Mój słonecznikowy niewiele się zmienił (zamieszczę zdjęcie już zlanego, ale dzięki za pomysł by na przyszłość wstawiać również zdjęcia w trakcie procesu). Jeżeli chcesz możesz mi podesłać zdjęcie swoich maceratów.
      Dziękuję za miłe słowa! :)